Giełda w Mannheim jest tak duża, że zobaczenie całości piechotą jest mało możliwe. Najlepiej na jej początku kupić od lokalnego handlarza rower. Kolor roweru – ziemisty, typ- składak, opony- łyse, często flakowate. Najważniejsze to koszyk. Musi posiadać koszyk na zdobyte fanty… Po giełdzie porzucasz go pod płotem, handlarze zbierają i na następnej giełdzie znów sprzedają za 25Euro.

Zwiedzający raczej 35+, sprzedający także. Sprzedawca z Belgii „starszy od węgla” – chyba z 90 lat –  z żoną rówieśniczką obsługiwali stoisko oryginalnych części do „anglików” bez zająknięcia rozpoznając „omszałe” kawałki metalu. Narodowości z całej Europy. Tylko białe twarze. Koran zabrania zabawy w zabytki? ( żart bez podtekstów! ). W sobotę po 18-tej zwiedzający zaczynają coraz wyraźniej przeszkadzać sprzedającym. Ci ostatni woleliby już skupić się na grilu z kolegami z branży. Interesy i okazje dzieją się w piątek, ostatecznie sobota rano. Niedziela to już w ogóle schyłek.

Kupić można całe motocykle w stanie od kompletnie odrestaurowanych, poprzez „starą restaurację” z lat 80-tych czy 90-tych, egzemplarze „barn find” – nie restaurowane, oryginalne pojazdy czy wreszcie „projekty”. Ceny nie wydają się odbiegać znacząco od portali internetowych. Na przykład AJS z lat 30-tych, trochę zbieranina części w kategorii „projekt” to ok. 30 tys. pln, pan który sprzedał Excelsiora z lat „nastych” za około 250 tys. pln opisał cenę jako „bardzo niska”… Wybór spory na każdą kieszeń jak widać. Relatywnie tanie zachowane w oryginale motocykle francuskie z lat 30-tych. Natomiast części zamiennych dużo. Motocyklowa biżuteria w dużym wyborze  – zegary, dźwignie, kraniki inne drobiazgi stanowiące o wartości „zabytka” – w cenach nie okazyjnych. Przeważnie sprzedający dobrze wie, co ma i zna aktualne ceny. Za to jakość, stan zachowania elementów często wręcz niemożliwy jak na przedmioty w wieku kilkudziesięciu lat. Jest też obszar z asortymentem typu „wystawka” – co komu w niemieckim domu zbywało, aby miało ze 20 lat. Główne rodzaje stoisk: wyprzedaż niemieckiego sklepu motocyklowego z częściami do „Japończyków” lata 80-te, wyprzedaż niemieckiego sklepu z częściami HD, współczesna produkcja części do „anglika” (Czesi) BMW (Polacy) Harley (Polacy, trochę oryginałów NOS), części i motocykle Harley-Davidson do lat 40-tych, specjaliści BMW lata 50-70 te (Niemcy), specjaliści Moto-Guzzi lata 70-80 te (Niemcy) itd. Nie ma stoisk z „chińszczyzną”.

Prawie cały czas słychać jakiś silnik. Jak nie motocykl to uruchomiony na początku giełdy silnik stacjonarny chłodzony wodą parującą z otwartego zbiornika na głowicy, uzupełnianą co kilka godzin. Odpalanie ciekawego motocykla ściąga tłumek gapiów. Każdy chce posłuchać, poczuć drżenie, życie w starym żelazie. Wciągnąć w nos zapach spieczonego na wydechu oleju z kurzem… Pomarzyć, że kiedyś taki motocykl będzie mój, albo że mój tak zabrzmi…

Piękne miejsce. Warto zrobić te głupie 3tys. kilometrów z Lublina. Wydać za dużo pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. I chociaż pomarzyć…